<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="T. O. P. R.">
<author_1="Marian Plezia">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="3">
<date="1951-03-04">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Przyczyna była prosta: chodzono przeważnie szlakami łatwymi, a co więcej, zawsze pod opieką doświadczonych przewodników miejscowych, dla których punktem honoru było ustrzeżenie turysty („pana" lub „gościa", jak się wtedy mówiło) przed wszelkim niebezpieczeństwem. Wystarczy przeczytać klasyczną dla tego okresu czasu książkę Stanisława Witkiewicza „Na przełęczy", aby się przekonać, jakim staraniem i czujnością otoczony był przeciętny ówczesny „taternik". Przewodnik nie tylko prowadził go i pomagał mu pokonywać trudności drogi, ale nosił za niego bagaż, urządzał biwak (schronisk jeszcze wówczas prawie nie było), podawał serdak, gdy wiatr zimny powiał w żlebie, na postoju otulał pledami i kocami, poił herbatą zagotowaną w „kotliku" na ognisku i dbał, ażeby „gość" w porę i należycie się odżywiał. Był więc nie tylko przewodnikiem, ale rodzajem niańki turystycznej. Oczywiście w takich warunkach wypadki pomiędzy turystami musiały należeć do zupełnych wyjątków. Sytuacja zmieniła się gruntownie, gdy na początku naszego stulecia pojawiło się w Tatrach pokolenie turystów sportowców, pragnące chodzić samodzielnie, bez przewodnika, na nie uczęszczane dotychczas zupełnie szlaki górskie. Zrazu byli to co prawda wybitni taternicy, ludzie dobrze przygotowani do mierzenia się z niebezpieczeństwami gór, ale ich śladem ruszyły wkrótce liczniejsze rzesze, nie posiadające ich wprawy, a często i sprzętu, wobec czego liczba wypadków zaczęła szybko rosnąć. Początkowo próbowano radzić sobie organizowaniem doraźnych wypraw na wieść o wypadku, ale rychło pokazało się, że pomoc taka jest nie dość pewna, a co ważniejsze, z reguły wychodzi za późno, podczas gdy szybkość ratunku decyduje w takich razach o ocaleniu życia ludzkiego. W tych warunkach doszło w roku 1909 z inicjatywy Zaruskiego i kilku innych osób, m. in. wybitnego kompozytora Mieczysława Karłowicza, który nie dożył już urzeczywistnienia tych planów, bo sam zginął 8 lutego tegoż roku zasypany lawiną na stokach Małego Kościelca, — do utworzenia Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
